Mój plan B. Jak przetrwać w dobie kryzysu.

Zawsze byłam niejadkiem i zawsze byłam w miarę szczupła. Właściwie to większość życia miałam niedowagę. Ja po prostu nie lubię jeść. Nie przepadam też za aktywnościami fizycznymi. Jeśli biegnę to dlatego, że akurat jest promocja w Rossmanie. A jeśli robię przysiad to dlatego, że tańsza czekolada leży w sklepie na dolnej półce.

Planu B miało nie być. Ba. Dla mnie to jest plan Y. Ale życie pisze swoje scenariusze. I tak, aż do przedwczoraj biegałam tylko po Rossmanie… Kiedy to pandemia zmusiła mnie do podjęcia alternatywnej pracy w Australii. Nie mogę pracować w restauracji – a to moje marzenie i chyba przeznaczenie. Dlatego właśnie zostałam Uber Driverką. Spokojnie. Nie wożę ludzi autem. Jeszcze nie upadłam na głowę. Co prawda, prawo jazdy mam od 7 lat. Ale za kółkiem siedziałam łącznie 32 godziny. 30 z instruktorem, godzinę z egzaminatorem i godzinę sama. To tyle.

Wożę jedzenie. Skoro nie mogę go gotować… to je dostarczam. Rowerem. Tak, właśnie tu pojawia się moja aktywność fizyczna. Zostałam zmuszona do eksplorowania Melbourne z poziomu roweru. Nie uwierzycie. Okazało się, że to piękne (ale i cholerne) miasto jest zbudowane na górach i pagórkach!

Żeby śmiechu było więcej to mam ze sobą plecaczek. Taki spory. Jakąś połowa mnie. Więc jak ktoś widzi mnie od tyłu na tym rowerze to widać koło i wielkie pudło. No, może trochę kasku wystaje. Ale, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Czyż nie tak? I tak wiem, że czekacie na aspekt finansowy.

Kiedy zapytałam widzów na Instagramie czy chcą słuchać podsumowania dziennego, dotyczącego moich zarobków na rowerze, wszyscy kliknęli tak. I to nie były dwie moje siostry i przyjaciółka. Tylko aktywni obserwatorzy! Dlatego codziennie dzielę się tym ile zarobiłam na moim profilu, a tu będzie przykład. Ale najpierw, co trzeba zrobić żeby w ogóle Driverką zostać?

Trzeba chcieć. Albo trzeba nie mieć wyboru. Ja jestem tą drugą opcją. Właściwie to bardziej moja psychika woła o pomoc i wyjście do ludzi. Finansowo jakoś się trzymam. (Jeśli jednak ktoś chce mi wysłać jakieś złotówki, to ja zawsze chętnie przyjmę. Żart taki.) To co trzeba zrobić? Trzeba mieć rower i kask. Bez kasku nawet nie ma co wyjeżdżać na ulicę Melbourne, gdyż kary zaczynają od 120$ poprzez 500$, chyba w nieskończoność. Nie będę sprawdzać. Odkryłam, że w takim dziecięcym całkiem mi do twarzy. No i rozmiar pasuje.

Warto również mieć torbę termiczną. Można próbować jeździć bez niej ale niektóre restauracje nie chcą wydać jedzenia, jeżeli zabiera się je po prostu do plecaka. Także bez torby, jest to ryzykowna zabawa. Koszt nowej torby, którą Uber przysyła na nasz adres domowy to 60$. Można jednak skorzystać z używanej, a jej ceny wahają się, w zależności od stanu. Tak czy inaczej, torbę termiczną moim skromnym zdaniem, warto mieć. Jeśli wjeżdża się pod górę, w ślimaczym tempie, czyli zupełnie jak ja, lepiej mieć pewność, że jedzenie dotrze ciepłe. I nie wyrzucą nas z pracy, w której jeszcze nas dobrze nie zatrudnili. Dlaczego nie zatrudnili? Bo jedyne co trzeba zrobić to pobrać aplikację na telefon i wypełnić kilka dokumentów przez internet. Skan prawa jazdy, paszportu, zaświadczenie o niekaralności i w drogę. Dobrze widzicie. Zeskanowałam swoje prawo jazdy. Teraz mogę też zostać Driverką samochodową. Ale spokojnie, nie zamierzam. Przynajmniej póki nie dowiem się gdzie jest to magiczne coś, zwane sprzęgłem.

Zaświadczenie o niekaralności generuję się online, trzeba zapłacić 30$, a jakże. I za kilka minut już jest na mailu. Wymagane jest ono w wielu pracach, w Australii. Warto zatem zapoznać się ze stroną, gdzie je wydają. Link tu. Dodatkowo trzeba było zapłacić 2$ za dokument o nazwie VEVO Check. Zapłaciłam ale nie mam pojęcia co to było. Najważniejsze dla mnie było to, że dostałam link do filmików na YouTube, jak poruszać się rowerem po drogach. To mi uratowało życie.

Mimo filmików, nadal zdarza mi się modlić na czteropasmówkach, głównie, jak skręcam w prawo. W prawo! W Australii jeździmy po lewej stronie. Tak oto zostałam mistrzem lewoskrętów.

Wynagrodzenie wysyłane jest w każdy poniedziałek, na konto podpięte w aplikacji. Jego wysokość zależy od ilości wykonanych przejazdów. Niestety na ilość przejazdów ma wpływ wiele czynników. Kiedy jest ładna pogoda, wiele osób zarabia/dorabia w ten sposób. Dlatego ciężej „złapać” zamówienie. Kiedy pada, to mi okulary parują, wiec raczej też mi ciężko coś zarobić… bo po prostu zostaję wtedy w domu.

Minimalna stawka jaką otrzymuje się za przejazd to 5,5$ czyli około 14,7 zł. W Australii można za to kupić 4,4 litra najtańszego mleka albo dobry chleb w piekarni. Ten w supermarkecie, kiepski – tostowy, kosztuje około 3$. Karta do telefonu, z internetem, jest niezbędna żeby realizować zamówienia. To koszt około 50$/miesiąc. Zatem pierwsze 20 zamówień to odrabianie kosztów. Do tego wspomniane wcześniej koszty zaświadczeń, roweru, kasku, torby… I tak okazuję się, że pierwsze kilka dni pracujemy na koszty. Ale spokojnie. Potem jest już tylko lepiej! Średnio za 1 km przejazd otrzymuje się jednak powyżej 6$, za 3 km ta stawka wzrasta do nawet 8-10$. W godzinach większego zapotrzebowania na Driverów, czyli na przykład od 17 do 20, stawki również rosną.

Bilans pierwszych trzech dni:


Pracowałam dokładnie 8 godzin 15 minut. Średnio niecałe 3 godziny dziennie.
Część tego czasu siedziałam sobie na ławce i czekałam, aż aplikacja podeśle jakieś zamówienie do zrealizowania.


Przejechałam około 50 km.
Rozwiozłam 13 posiłków.
Zarobiłam 89,96$ za przejazdy, dostałam 6$ napiwku w aplikacji i 5$ w gotówce.
Łącznie 100,96$.

100$ to kwota jaką płacę za pokój w mieszkaniu, za tydzień. Dodatkowo płacę 25$/tydzień za rachunki. Zatem po tych 8 godzinach mogę opłacić czynsz, bez rachunków. Mogłabym w zamian za czynsz kupić jedzenie na tydzień. Ale ja dużo nie jem. Więc się proszę mną nie sugerować jeżeli chodzi o koszty wyżywienia.

Niestety, Uber to specyficzna praca. I nawet gdyby bardzo chcieć (i mieć kondycję – nie to co ja) to praca jest tylko w określonych godzinach. Nie każdego dnia. Nie w każdą pogodę. Nie ma żadnych reguł. Teoretycznie w porze lunchu, kolacji, czasem śniadania, powinny być zamówienia. Ale nie zawsze są. Mimo wszystko, myślę, że to dobra alternatywa na te kiepskie czasy albo dobra opcja dla tych, którzy dopiero zaczynają w Australii. Albo nie znają języka! Aplikacja jest w dowolnym języku i nie ma potrzeby z nikim po drodze rozmawiać. Tutaj warto wspomnieć, że Polacy aby zarabiać w Australii muszą zdać test językowy. Pisałam o tym tu. Natomiast Włosi, czy Francuzi otrzymują wizę bez takiego wymogu. Co za tym idzie, nie wszyscy imigranci porozumiewają się w Australii po angielsku.

Mam to szczęście, że przyjechałam do Australii zabezpieczona finansowo. Jeszcze kilkanaście tygodni spokojnie sobie poradzę. Wielu nie miało takiego szczęścia… Możliwości. Dlatego taka praca może być dla nich zbawienna. Pandemia bardziej działa na moją psychikę niż na portfel. Mimo wszystko mam też nadzieję, że przychody liczone w setkach dolarów, z czasem się pojawią. Wiem, że tego typu praca również wynagrodzi mnie lepszą kondycja fizyczną czy poznaniem ciekawych zakamarków miasta. Pomimo, że aplikację mam dopiero od kilku dni, to wszystkie informacje zawarte w poście, są zweryfikowane przez osoby, które w Uber Eats pracują nieco dłużej niż ja. Zawsze warto mieć znajomych, którzy chętnie doradzą i pomogą, szczególnie w tych trudniejszych czasach.

Do poczytania niebawem, Kate.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s